Z singapuru wyjechaliśmy z opóźnieniem przez pogodę. Cały czas padało grzmiało i samolot nie mógł wystartować. Mieliśmy ponad godzinę późniejszy start niż w planie. W końcu wylecieliśmy i nasza przygoda z malezja i singapurem dobiegła końca. Wylądowaliśmy na Phuket ok 19 i w sumie czuliśmy się jak u siebie. Raz dwa załatwiamy sobie transport doi Patong gdzie mamy wykupione spanie. Mieszkaliśmy w super guesthousie G&B . Znowu booking.com się sprawdził. Miejsce super 10/10 za śmieszne pieniądze.
Sama miejscowość to generalnie raj dla wieczorów kawalerskich itp. myśmy tu raczej dobrze się nie czyli, za dużo turystów, hałasu i ceny z kosmosu. polecamy sobie nas plaży, zwiedziliśmy okolice i trochę odpoczęliśmy poi intensywnym zwiedzaniu przez ostatnie tygodnie. słońca nie było więc leżeliśmy nie pod parasolami boi pi co? Okazuje siwe że tu można się spalić nawet jak są chmury. Efekty widać o niestety czuć. Przeszliśmy się Bangla road i zapragneliśmy czegoś bardziej spokojnego. Znaleźliśmy super promocje w jednym z hoteli w Khao Lak co się super składa co top najlepsza miejscówka do robienia licencji nas nurkowanie. :)